[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Za pługiem unosiła się chmura pyłu, nieopodal jacyś ludzie usiłowaliprzykryć plandeką stóg siana.Czarny materiał trzepotał i wydymał się napotężniejącym wietrze.Kiedy weszła na szczyt wzgórza i skierowała się w dolinę, zaczęło padać.Krople deszczu znaczyły asfaltową drogę czarnymi plamami wielkości226RLTjednopensówki.Wąskie pobocze, zarośnięte szczawiem i pokrzywami,oddzielało szosę od rowu i kiedy od czasu do czasu zza zakrętu wyjeżdżał jakiśpojazd, Romy musiała na nie uskakiwać, ściskając w rękach swoją walizeczkę.Droga wiła się i rozdzielała.Zagajniki ustąpiły wysokim bukom iwiązom.Niebo pociemniało do ponurej fioletowawej szarości, a w rowach i pobokach drogi zaczęła się zbierać deszczówka.Romy nie była pewna, czydobrze zapamiętała wskazówki sklepikarza.Na pierwszej krzyżówce w lewoczy w prawo? Drugi zakręt za mostem czy trzeci?W pewnej chwili szosa jakby znikła asfalt przemienił się w drogęgruntową.Kałuże między kredowymi koleinami miały kolor mlecznejczekolady.Romy usłyszała grzmot i mimowolnie krzyknęła.Buty ślizgały sięw błocie, a płaszcz przeciwdeszczowy i bawełniana sukienka przemokły.Płaszcz był za cienki, a buty bardziej odpowiednie do miasta, a poza tymRomy nie miała parasolki.Pomyślała gniewnie, że jakoś nigdy nie ma na sobieodpowiedniego ubrania.Znów przetoczył się grzmot.Romy zeszła z drogi i rozejrzała się popolach.Przez grubą zasłonę deszczu nie widziała żadnego wspaniałego domu,żadnego pięknego ogrodu.Wiedziała, że zabłądziła, beznadziejnie zabłądziła,że lśniący samochód pana Dubeny'ego nigdy nie wiózł swego właściciela dojego pałacu tą nędzną dróżką.Postawiła walizkę i na chwilę na niej przysiadła,patrząc na pola.Deszcz spływał jej po szyi i po gołych nogach wąskimistrumyczkami.Ilu jej znajomych, zadała sobie gorzkie pytanie, wyruszyłoby na takiebezsensowne poszukiwania? Miękka, dziecinna Psyche albo opanowana,pewna siebie Susie? Teresa, Olive, Jake albo Camille? Ludzie jak Magnus czyTom lubili, by uważano ich za outsiderów.Tacy jak ona pragnęli jedynie227RLTakceptacji.Pragnęła rzeczy, którymi Tom i Magnus pogardzali.Chciała miećładne ubrania i dom, którego nikt nie mógłby jej odebrać.Wydawało się jej, żemiędzy aspiracjami jej i Toma zieje przepaść.Niebo przecięła rozgałęziona błyskawica i zaraz potem rozległ siędudniący grzmot.Romy podniosła walizeczkę, zawróciła i ruszyła tą samądrogą, którą przyszła.Powiedziała sobie, że wystarczy tylko iść w przeciwnąstronę i wkrótce znajdzie się w Swanton St Michael.Straciła jednak orientację na wąskich, krętych drogach i miała jużprzerażającą wizję samej siebie błąkającej się bez końca po tym labiryncielasków, dolin oraz ścieżek.Niebo było ciemnoszare, zgasły już resztki światła;rączka walizeczki wyślizgiwała się z mokrych palców Romy.Dotarła na rozstaje.Przyglądając się po kolei wszystkim drogom,usiłowała się zdecydować, którą z nich pójść.Nagle usłyszała z tyłu warkotsilnika.Odwróciła się i wyrzuciła w bok rękę, by przyciągnąć uwagę kierowcy.Niebieska furgonetka zatrzymała się z poślizgiem o dziesięć kroków od Romy.Dziewczyna chwyciła walizeczkę i podbiegła.Zaglądając do furgonetki, znalazła się twarzą w twarz z CalebemHeskethem.Odezwał się pierwszy. To pani! zawołał, otwierając drzwi po stronie pasażera. Proszę dośrodka.Dobry Boże, przemoknie w tym pani do suchej nitki.Wsiadła dofurgonetki, szczękając zębami.Serce mocno jej biło. Przepraszam powiedziała. Zamoczę panu cały samochód. Co pani wyprawia? zapytał. Szukała pani Middlemere?Potrząsnęła głową. No to czego? Dokąd pani idzie?228RLT Do Swanton Lacy.Szukałam domu pana Daubeny'ego.Prychnął z pogardą. Szła pani w całkowicie złym kierunku.Trzeba było wyjść z wioski wprzeciwną stronę.Zrobiło jej się głupio.Patrzyła przez okno na deszcz.Po chwili usłyszałajuż łagodniejsze słowa: Te wszystkie wąskie drogi są bardzo mylące.Czasami sam się tu gubię.Proszę. Wyciągnął ze schowka stary ręcznik. Przykrywam nim siedzenia,kiedy wiozę rośliny, ale jest zupełnie czysty.Mogłaby pani trochę wytrzećsobie włosy.Pochyliła się przy tym do przodu i ukradkiem obserwowała Caleba.Miałmocno zarysowaną twarz o wysokim czole, wystających kościachpoliczkowych i jastrzębim nosie.Deszcz poskręcał mu czarne włosy.Początkowo myślała, że oczy ma piwne, ale potem zauważyła, że są bardzociemne, niebieskawoszare
[ Pobierz całość w formacie PDF ]